Sobota, 28 stycznia 2012

Pardon

Poppolityka. Prawdy, emocje i pogłoski

Profil użytkownika:

Profil usunięty
Profil usunięty
Ilość odwiedzin: 11600

Ulubione blogi:

RSS

Blog użytkownika

Środa [ 9.06.2010, 19:55]
W czasach, które niektórzy nazywają "słusznie minionymi" była podobno moda na "DNI". Był więc dzień górnika, hutnika, odlewnika, ormowca, korkowca, śmigłowca, dzień walki o pokój też, ale w Wietnamie, dzień walki z rasimem, ale w Ameryce itd.
Ja to nawet rozumiem. Nie chodziło przecież o to, by górnikowi przypiąć order w dzień św. Barbary, bo równie dobrze można by to zrobić w dzień św. Walentego czy św. Genowefy, a nawet w zaduszki. Chodziło o zapotrzebowanie na igrzyska. Szarość codzienności przerywana była "dniami". Dla władzy była to okazja do wygłoszenia nudnego przemówienia o niczym, czyli o tym, by Polska rosła w siłę, a dla ludu okazja do zabawy.

Nastąpiło zawirowanie historii i okazało się, że górnicy i hutnicy to wcale nie kroczący w pierwszym szeregu bojownicy o dalszy konsekwentny dobrobyt ojczyzny, tylko ludzie ciężkiej i niebezpiecznej harówy. Ormowcy okazali się zwykłymi szpicalami, często zawistnymi donosicielami na sąsiadów i kolegów z pracy, a nie wolontariuszami wspomagającymi milicję "w walce o dalsze podnoszenie stanu bezpieczeństwa".
Tylko kobiety ocaliły swój dzień, choć już bez goździka i rajstop. Ale to i tak nie ich zasługa tylko mężczyzn. W końcu ktoś musi zrobić kanapki i podać do stołu, jeśli panowie raz w roku zechcą uroczyściej wypić "zdrowie pań :)

Dziś lud ma inne rozrywki. Ich wachlarz znacznie się poszerzył i taka niesamowita wolność zapanowała. Jedni bez obawy kroczą w niedziele do kościoła, inni - również bez obawy napiętnowania - do agencji towarzyskiej; jedni przywdziawszy czerń i rozwiesiwszy na twarzach smutek idą na pogrzeb, inni w dzień później stają przed cmentarzem z łopatami, by grzecznie wyprosić nieboszczyka - Żyda i masona - z polskiego i katolickiego cmentarza. 

Inną rozrywkę stanowią parady. Jedni kroczą pod hasłem, że kobieta i mężczyzna to to samo, choć atlas anatomiczny twierdzi co innego. Inni manifestują pod hasłem, że Polakiem może być tylko katolik, choć podobno na świecie są katolicy, którzy nie są Polakami i odwrotnie. Jeszcze inni przy pomocy parad wołają o równe prawa dla mniejszości i bywa, wpadają na demonstrację pod hasłem "geje do gazu".

Wszystko to pod ogólnym hasłem wolności praw obywatelskich. Tyle, że jest pewien kłopot. Dla jednych wolność jest "wolnością od", czyli wolnością od aborcji i in vitro, wolnością od wyznawania błędnych przekonań religijnych, wolnością od potępianych przez tak zwane prawo naturalne wstrętnych praktyk seksualnych itd. Dla innych wolność jest "wolnością do" - do wyznawania dowolnej religii, do związków międzyludzkich z pominięciem "prawa natury", do głoszenia poglądów politycznych, różnych od tych najsłuszniejszych i jedynych. Wolność posła Jurka nigdy nie spotka się z wolnością posłanki Senyszyn, a wolność Rydzyka z wolnością Kuby Wojewódzkiego. O tym, żeby znaleźć równowagę w tych antynomiach w ogóle mowy nie ma.

Wpadło więc wolne obywatelskie społeczeństwo na pomysł powołania rzeczników, którzy staną na straży wolności i praw obywatelskich. Mamy więc rzecznika praw obywatelskich, rzecznika praw dzieci, rzecznika praw pacjentów itp. Żeby to tylko rzecznicy! Ale to wypasione urzędy z departamentami, wydziałami, sekretariatami i rzecznikami rzeczników. Zastanawiam się jaki sens ma tworzenie takich urzędów poza walką z bezrobociem i odsysaniem gotówki z budżetu państwa.
W państwie prawa obrońcą praw i wolności obywatelskich są wszyscy urzędnicy państwowi - od prezydenta po sekretarkę sekretarza czy innego naczelnika. Wszyscy, ponieważ obywatel, który się do nich zwraca, zrzuca się na ich pobory, częstę większe niż on sam posiada. Petent jest jednocześnie pracodawcą. Na straży praw i wolności obywatelskich ma stać policja i sądy, też opłacane z pieniędzy obywateli.
Powie ktoś: no, ale taki rzecznik to człowiek obiektywny, prawy, sprawiedliwy, o słusznych poglądach, więc on najlepiej wie jak nas bronić przed... no właśnie przed kim?
Poprzedniego rzecznika praw obywatelskich zapamiętałem z dwóch wypowiedzi: dał lekarzowi łapówkę (nie w gotówce, nie - podarował mu cenną filiżankę Rosenthala), czyli złamał prawo, a prokurator, który tego prawa winien strzec, nabrał wody w usta. Druga radosna twórczość rzecznika dotyczyła minister zdrowia, która okazała się skąpiradłem i nie zamierzała wydać kilkudziesięciu milionów dolarów na szczepionki, by uratować od niechybnej śmierci samego rzecznika oraz jego wnuki. Kopacz powiedziała nie!, rzecznik tak się zdenerwował, że na złość zachorował na świńską grypę.
A dziś czytam, że kandydatka na rzeczniczkę praw obywatelskich na jednym oddechu obraziła gejów, lesbijki i prostytutki. Dała w ten sposób do zrozumienia, że jej rozumienie wolności jest "wolnością od" i że żaden gej, żadna lesbijka i żadna prostytutka progów urzędu RPO nie przekroczy.
Tylko patrzeć jak oddolnie zrodzi się inicjatywa powołania rzecznika praw gejów i lesbijek i rzecznika praw prostytutek. A co z psychicznymi? Dlaczego nie mają rzecznika?

15 komentarzy

Czwartek [ 3.06.2010, 19:24]
Duchowni to ludzie wyspecjalizowani w żonglowaniu słowem. Zwykle czynią to ze swoimi świętymi księgami. To konieczne, jeśli chce się dzierżyć rząd dusz. I to ich sprawa, oraz tych, którzy bezmyślnie pozwalają sobą sterować.
Bywa jednak, że hierarchowie katoliccy wypływają na szersze wody. Jeśli trzeba, oczywiście, jeśli stawka jest duża. Na przykład wybranie prezydenta, który będzie należał do Kościoła i będzie podatny na słowną żonglerkę religijnych przywódców.

"Kościół nie miesza się do polityki" - słyszymy często taką jednoznaczną deklarację. - "Nie taka jest jego misja". "Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata" itd. I wielu w to wierzy. Jakby nie było w Polsce Radia Maryja, jakby nie było kościelnych ambon, jakby nie było słownej żonglerki. Wierzą, bo pewnie nie słuchają zbyt uważnie, co mówią ich "pasterze". Pewnie to o nich w Biblii mówi Chrystus: "Mają uszy, ale nie słuszą".

Biskupi są w wyjątkowo wygodnej sytuacji. Wyskoczy jakiś z piramidalnym głupstwem powiedzą: "To nie jest stanowisko Kościoła, lecz tego biskupa, który mówi jako obywatel". A jeśli wygodniej, powiedzą: "Wypowiada się biskup, hierarcha, więc takie jest przekonanie Kościoła". I nikt ich w życiu za słowo nie złapie.

Takie refleksje zrodziły mi się, kiedy czytałem dzisiaj fragmenty przemówień biskupów na paradach z okazji Bożego Ciała. Jeden mówi o Polsce solidarnej, inny zachęca do budowania i jednoczenia, choć dobrze wie, że gdyby przyszło co do czego okaże się, że budowanie oznacza realizację planów Kościoła, a jednoczenie mobilizację wiernych, by postąpili tak, jak chcą biskupi.

Najbardziej otwartym tekstem przemówił szef Episkopatu, abp Michalik.  Wezwał do głosowania "nie tylko w tych wyborach, ale zawsze, na grupę i człowieka kierującego się sumieniem".
Co to może znaczyć? Czy istnieje jakieś jedno zbiorowe sumienie? Czy jedni je mają, a inni nie? Jeśli jakiś nawiedzony miłośnik życia strzela do lekarza z kliniki aborcyjnej, postępuje zgodnie z sumieniem. Jeśli ktoś walczy o świecką szkołę, jest człowiekiem bez sumienia. Zgodnie z sumieniem postępuje katecheta nazywający małą dziewczynkę "diabelskim nasieniem" ponieważ nie idzie ona do pierwszej komunii, oraz dzieci które koleżankę wyśmieją lub nakładą "diablicy" po buzi. Jeśli katolicki ksiądz nazywa Marię Kaczyńską "czarownicą", jest człowiekiem sumienia i broni prawdy. Jeśli kogoś oburzyło chamstwo księdza, jest człowiekiem bez sumienia, bo walczy z Kościołem. Zgodnie z sumieniem postępuje Jan Pospieszalski, który zgodnie ze swoim "zamiłowaniem do prawdy" robi film, mający przekonać świat, że cały naród polski jest pogrążony w głębokim bólu po śmierci ukochanego prezydenta. Zgodnie z sumieniem postępuje profesor, który dla Radia Maryja  robi sondaż prezydencki, z którego wynika, że w ogóle wybory nie są potrzebne, bo naród cały pragnie wybrać "człowieka sumienia".  

Kiedy arcybiskup warszawski wzywa do jednoczenia a nie dzielenia narodu na "my" i "oni", abp Michalik wprowadza zasadniczy podział na "ludzi sumienia" i resztę. To już chyba było. Jedni stali tam gdzie stali, inni tam, gdzie stało ZOMO.

Który z kandydatów na prezydenta jest człowiekiem sumienia? Biskup przemyski podpowiada: "Jeśli naród nie będzie miał przywódców, którzy bronią prawa natury, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii, jeśli nie będzie miał przywódców mądrych, którzy będą potrafić łączyć nowoczesność z tradycją, nie rozwinie się nigdy". I już wszystko wiemy. Prezydent musi bronić prawa natury (może  będzie wiedział co to takiego), będzie bronił prawa Bożego (nie może być więc agnostykiem czy nie daj bóg - ateistą) i będzie łączył nowoczesność z tradycją (znaczy będzie umiał posługiwać się telefonem komórkowym i rozprawiać na temat polskich powstań i wojen). Inaczej naród się nie rozwinie.

Kandydatów spełniających powyższe kryteria jest dwóch - Kaczyński i Jurek. Tego drugiego jednak Kościół nie poprze, bo jest bardziej katolicki od calego Episkopatu Polski, a sumienie katecheci tak mu ukształtowali, że nie dopuszcza żadnych kompromisów. Ponadto Marek Jurek zbyt poważnie traktuje Biblię, więc odmówił by Michalikowi prawa do manipulowania słowami tej księgi.

Kto więc pozostaje? To jasne. Ktoś, kto jest prawdziwym politykiem. Skłamie kiedy trzeba, oburzy się, albo nie, jeśli będzie miał w tym interes. Klęknie przed jasnogórskim obrazem, będzie udawał, że słucha kazania, a jeśli trzeba będzie przeciwstawić się biskupom, to przynajmniej powie, że czyni to z prawdziwym ubolewaniem.

Jestem człowiekiem małej wiary. Nie wierzę, by autor jednego z psalmów, piszący o umiłowaniu prawa i sprawiedliwości, miał na myśli braci Kaczyńskich czy posłankę Kempę. Nie wierzę, by abp Michalik nieświadomie mówił to co mówił. Jestem człowiekiem bez sumienia. Nie rozumiem tylko jednego - dlaczego nie posiadając sumienia mam takie obrzydzenie do żonglerki słowami i hipokryzji?

Zdaniem abp Michalika, wybór prezydenta nie jest rzeczą drugorzędną. Podkreślił, że nie wolno "akceptować drogi na najbliższe lata dla naszego narodu, która byłaby drogą nieuczciwości, kręcenia w sprawach moralnych."
Niby racja. Kto się przyzna do tego, że lubi krętaczy? Tylko czy aby na pewno moralność Michalika i Rydzyka wywodzi się z biblijnego "Kazania na górze", czy jest raczej moralnością krętaczy?
 

59 komentarzy

Poniedziałek [26.01.2009, 5:56]
Na użytek tej wypowiedzi załóżmy, że Bóg istnieje i że jest to Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba.... czyli Bóg Żydów i chrześcijan. Wybrałem właśnie tego Boga, bo zakładam, prawie ze 100-procentową pewnością, że Internautom Pardonu jest najbardziej znany. To Bóg Franciszka z Asyżu i Ignacego Loyoli, Bóg Matki Teresy z Kalkuty i Jana Pawła II, Bóg Rydzyka, Głódzia, Michalika, Forum Frondy itd.
Bóg, który - według głównych prawd wiary katolickiej - jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze; ale także jest podobno bogaty w miłosierdzie, jest miłością, przebaczeniem itd.

Więc umierasz. Dusza odłącza się od ciała i szybuje ku Bogu, który jest żródłem życia. Nie może więc pozwolić, by śmierć zapanowała. Daje ci więc nowe życie... nowe ciało (tak zwane uwielbione) i wzywa na sąd. Nagle stajesz "twarzą w twarz" i dowiadujesz się, że On Jest.
Jaki kodeks będzie obowiązywał to wiemy od Chrystusa (cały czas zakładamy, że katolicyzm głosi prawdę): byłem głodny, daliście mi jeść; byłem spragniony, daliście mi pić; byłem nagi, przyodzialiście mnie; byłem chory, odwiedziliście mnie; byłem więźniem, przyszliście do mnie itd. itd. To plusy dodatnie. Plusy ujemne takie same tylko z dodatkiem słówka "nie". Nie daliście mi... nie przyszliście...
Ale to są szczegóły. Moje pytanie dotyczy nie szczegółów, ale samej esencji. Spoglądacie na Boga "twarzą w twarz" i jakie jest wasze pierwsze wrażenie, pierwsze refleksja? Co pomyślicie? Co powiecie?

Wiem, że stawiając takie pytania nie "dla jaj", ale jak najbardziej poważnie, mam obowiązek sam na nie odpowiedzieć. I tu rodzi się poważny casus prawny... casus ostateczny, bo dotyczy sądu ostatecznego.
Najpierw okażę niebywałe zdumienie, że On istnieje. Tylko na zdumienie stać mnie będzie.
Jeśli wierzyć Ewangelii, Sędzia powie do mnie: byłem głodny, dałeś mi jeść; byłem spragniony, dałeś mi pić; byłem więźniem, przyszedłeś do mnie; byłem chory i cierpiący, robiłeś wszystko, by ulżyć mojemu cierpieniu (jestem lekarzem); byłem internautą, nigdy świadomie mnie nie obraziłeś; byłem świrem, zawsze starałeś się mnie zrozumieć :-) itd. itd.
I wtedy stanie się rzecz niebywała. Sądzony nie zgodzi się z wyrokiem uniewinniającym. Sądzony, oskarży Sędziego. Powie mu: nie robiłem tego dla ciebie, który podobno chcialeś być jednym z tych najmniejszych. Robiłem to dla nich, bo pociągał mnie urok niepozornych i bolało mnie cierpienie cierpiących, bo moimi były ich cierpienia.
I sądzony zapyta: dlaczego to uczyniłeś? Dlaczego okazałeś się niemiłosierny i niesprawiedliwy? Mogłeś przecież znaleźć sobie inną zabawę. Grać na przykład przez całą wieczność w bilarda gwiazdami, zmieniać ruchy planet, zapalać nowe słońca. Dlaczego więc stworzyłeś pantofelka, ryby, płazy, gady, karaluchy, ptaki i ssaki - istoty czujące - by się nimi bawić, by patrzeć na ich krzywdę i cierpienie? Dlaczego?
Wybaczyłem wszystkim, którzy mnie skrzywdzili, uśmiechnąłem się do moich wrogów tylko Tobie Boże wybaczyć nie mogę. W imieniu wszystkich skrzywdzonych i cierpiących. Nie mogę się zdobyć na wybaczenie, bo mój głos zagłuszy wzbijający się w niebo codziennie jęk krzywdzonego stworzenia. Dlatego proszę Sąd Ostateczny o wydanie wyroku skazującego na wieczne potępienie, gdyż dom Sędziego nie jest dla mnie domem Ojca.

PS. Oczywiście można ten temat - jak każdy - obśmiać i wyszydzić. I tak pewnie postąpią internauci-katolicy. Ale ja napisałem to jak najbardziej poważnie i o poważnie odpowiedzi serdecznie proszę.

34 komentarze

Wtorek [16.12.2008, 23:21]
W czasach komuny, w czasach słusznie mionionych, słowo Polonia dla rodaków z kraju pachniało wolnością i dobrobytem. Kojarzyło się najczęściej z Polonią amerykańską, kanadyjską, francuską czy niemiecką. Nazwanie Polonią Polaków z Białorusi czy Ukrainy nikomu by przez myśl nie przeszło.
Trudności paszportowe, które władza zafundowała swoim obywatelom, w ich interesie oczywiście, by się nie zarazili zgniłym Zachodem oraz baśnie opowiadane o własnym życiu przez ciocie i wujków z Hameryki w czasie odwiedzin "starego kraju" sprawiały, że obraz Polonii był i jest zupełnie fałszywy. W skrajnych przypadkach, każdy polonus był milionerem, godnym zawiści, a każda polonuska właścicielką biura podróży. Tymczasem prawda jest taka, że dumni przedstawiciele amerykańskiej i kanadyjskiej (o innych nie piszę, bo nie znam) Polonii, odwiedzający Polskę, to ludzie ciężkiej i niewdzięcznej pracy, którzy przez cały rok wielu rzeczy sobie odmawiają, by przez tydzień lub dwa poszpanować w Polsce. Dopiero drugie lub trzecie pokolenie może sobie pozwolić na zaliczenie się do amerykańskiej klasy średniej, ale ci już Polski nie odwiedzają, przynajmniej częściej niż 3 razy w życiu.
Przez cały XIX i XX wiek płynęły do Ameryki nieprzebrane potoki polskich emigrantów, z Galicji, "hen spod samiuśkich Tater ", z Tarnowskiego i Rzeszowskiego, no i oczywiście ze słynnego "trójkąta bermudzkiego" Łomża-Białystok-Mońki. Tomy już napisano na temat trudnych początków i smutnego życia polskich sprzątaczek z Nowego Jorku i Chicago czy górników z Pennsylvanii. Nie znali języka, byli wykorzystywani, oszukiwani, czasem gnębieni. Skazani na getta, które w samoobronie zakładali i z których, gdy los się do nich uśmiechnął, szybko uciekali przenosząc się do lepszych dzielnic, czy na przedmieścia. Do najsłynniejszych polskich dzielnic należy nowojorski Greenpoint na Brooklynie i chicagowskie Jackowo. I choć Greenpoint w ciągu ostatnich 20-30 lat bardzo zmienił się na lepsze, to nadal mieszkać na Greenpoincie czy Jackowie to straszny obciach.
Zakładali też organizacje polonijne. Jest ich bez liku - od Kongresu Polonii Amerykańskiej po Koło Przyjaciół Parafii Raba Wyżna. Nie ma się co śmiać! Jest takie koło i nawet nieźle się kręci. Przypuszczam, że proboszczowi w Rabie Wyżnej tylko ptasiego mleka brakuje. O tym, by stworzyć jedną silną reprezentację polityczną z równie silnym polskim lobby, jedną silną organizację sportową, jedno znaczące centrum polskiej kultury mowy w ogóle nie ma. Za dużo kandydatów na prezesów. Kongres Polonii Amerykańskiej jeszcze istnieje, ale wyłącznie dlatego, że wybory prezesa są wolne i tajne, pod warunkiem, że wybrany zostanie urzędujący prezes Związku Narodowego Polskiego z Chicago. I nawet nie mam do nich o to pretensji. Niestety, tak musi być. KPA bez ZNP już by dawno zbankrutował. Związek Narodowy Polski to silna i bogata organizacja ubezpieczeniowa. Gdyby prezesem KPA został ktoś inny, choćby najmądrzejszy, ZNP wstrzyma dotacje i KPA skończy się po miesiącu, bo zabraknie pieniędzy na papier i znaczki pocztowe. A przecież na czymś trzeba pisać o tym, że Polonia winna być silna i zjednoczona.
Oddzielny rozdział to organizacje weteranów z rozsianymi po całym świecie "placówkami". Świat weteranów skończył się w roku 1945 i o tym, co później było z Polską z nimi nie pogada. Ale staruszkowie mają zajęcie - czyszczą mundury, polerują guziki i orzełki, by raz w roku wystąpić na polskiej paradzie Pułaskiego czy 3 Maja. Ostatnio zorientowali się, że jakby ich coraz mniej i nawet na komendantów placówek chętnych nie ma, nie mówiąc o sztabie generalnym. Wpadli więc na pomysł przyhołubienia weteranów walki z komuną, czyli byłych internowanych, tych, co to podpisali lojalkę i zwolnieni z internowania udali się na emigrację. Poznałem pierwszego takiego weterana. Jak na weterana, to słabego zdrowia był i trafił na mój oddział w szpitalu.

Grupą zdecydowanie odstającą od innych aktywnych polonusów są polonijni nauczyciele. Słabo opłacani, z niewielkich funduszy komitetów rodzicielskich, po całotygodniowej ciężkiej pracy, biegną w soboty do polskich szkół dokształcających. Zwykle szkoły te wynajmują klasy od normalnych szkół parafialnych, by tam uczyć języka polskiego, historii, geografii, śpiewu czy plastyki. A nie jest to rzecz prosta. Trzeba pokonać masę różnorakich przeszkód, na których czele znajduje się opór samych uczniów. Wiem coś o tym, bo sam do takiej szkoły chodziłem, ale słowo Wam najszczersze daję, że żadna siła by mnie tego nie zmusiła, gdyby nie.... miłość do dziadka. Ta miłość, sprytnie podsycana przez babcię, która mówiła, że dziadek może umrzeć z rozpaczy, że ma głupiego wnuka, sprawiła, że pokonałem lenistwo i marzenie o wolnej sobocie.
Nawet byłem chyba lepszym uczniem niż w mojej normalnej szkole. Jako 12-latek wyśpiewywałem na akademiach, że uśmiechniętym matkom - dłoń dziecięca mała; rozkwitającej ziemi - pogodny świt, a naszej biało-czerwonej - chwała.
To dzięki dziadkowi i polskim nauczycielom znam na pamięć wiele utworów Mickiewicza (w tym obszerne fragmenty Pana Tadeusza), Słowackiego, Norwida, Herberta, Chałki, Hemara, Ref-Rena i wielu innych. Nawet to, że sercu jest droższa piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza. W dziecięcej wyobraźni ogłaszałem alarm dla miasta Warszawy, wołałem o zrzuty dla Powstania, płakałem nad dolą Janka Muzykanta oraz Łyska z Pokładu Idy. Byłem odważny odwagą Wołodyjowskiego i Kmicica, szlachetny szlachetnością Skrzetuskiego, sprytny sprytem Zagłoby. Może dlatego nigdy nie skrzywdziłem człowieka prostego i chciałem owocować, bo wiedziałem, że bez tej miłości można żyć, ale... Więc mówiłem o tej, której jeszcze nie znałem: Ziemio ojczysta, ziemio jasna, nie będę powalonym drzewem - codziennie mocniej w ciebie wrastam radością, smutkiem, dumą, gniewem. - Nie będę jak zerwana nić, odrzucam pustobrzmiące słowa - Można nie kochać Cię i żyć, ale nie można owocować.
W roku 1994 mieszkaliśmy jeszcze w Nowym Jorku. Nie załapałem się na udział w wielkim widowisku z okazji 50. rocznicy Powstania Warszawskiego. Już byłem za stary. To był dar polonijnych dzieci dla żyjących jeszcze uczestników powstania. Dzieci ze szkoły gen. Sikorskiego wybrał autor scenariusza i reżyser półtoragodzinnego spektaklu, pan Adam Lenarczyk, zatłuczony w kilka lat później przez nieznanych sprawców w wyniku obrzydliwej prowokacji nowojorskiego Nowego Dziennika. Dyscypliny pilnowała sama pani dyrektor szkoły, Alicja Ptasznik. Widzicie, nawet jeszcze nazwiska pamiętam. I pamiętam jak poczułem mrowienie na całym Abdanku, kiedy ze sceny padły pierwsze słowa: Odlali nas ze złomu szlachetniego, z łusek pocisków, z gąsiennic czołgów, ale zamiast odłamka granatu, mamy serce.
To siłaczki i siłacze, polonijni nauczyciele, najbardziej bezinteresowni, najgorzej wynagradzani, nigdy niedoceniani.
5 komentarzy

Czwartek [11.12.2008, 21:16]
W blogu pt. "Głos Rydzyka" czytamy:
Czym Niesiołowski podpadł Radiu Maryja? (Oczywiście poza swoimi komentarzami m.in. o o.Rydzyku.) Tym, że... za krótko siedział w komunistycznym więzieniu. Gdy bezpieka rozbiła "Ruch", za "próbę obalenia ustroju PRL" dostał wyrok siedmiu lat więzienia, a za kratkami przesiedział dokładnie cztery lata trzy miesiące i cztery dni. Mało - uznali słuchacze toruńskiej rozgłośni. A młodziutki redemptorysta ijciec Benedykt Cisoń (którego nie było jeszcze na świecie, gdy komuna represjonowała Niesiołowskiego) orzekł, że to dlatego, że dzisiejszy wicemarszałek Sejmu sypał kolegów. I podjudzał dzwoniących do wygłaszania obrzydliwych komentarzy - zresztą z sukcesem.

Zawsze usprawiedliwiałem i usprawiedliwiam ludzi dzwoniących do RM. W większości nie mają nic do powiedzenia, ale chodzi o to, by usłyszeli swój głos w radiu i nagrali swoje wystąpienie dla następnych moherowych pokoleń. Staram się ich rozumieć.
Moje zrozumienie dla słabości nie dotyczy jednak "ojca prowadzącego". Może za dużo od niego wymagam, ale "komu więcej dano, od tego i więcej się wymaga" - jak mówi Biblia.

Często spotykamy się ze zdaniem, że właściwie należy oddzielić pozytywną działalność religijną radia (modlitwy i ewangelizację) od politycznych czy antysemickich wybryków. Zawsze twierdziłem, że tego do końca oddzielić nie można. Człowiek jest jednością i nie ma w nim wyraźnej granicy, która oddziela miłość od nienawiści, szlachetność od podłości, szacunek od pogardy. "Nie można kochać Boga, a bliźniego mieć w nienawiści" - powiada Biblia. Im więcej w nas nienawiści, tym mniej miłości, tak jak im więcej choroby, tym mniej zdrowia itd.

Dzisiejszy wątek w "Głosie Rydzyka" pokazuje dobitnie na czym w istocie polega ta osławiona "nowa ewangelizacja" RM. Nowa, bo nie mająca nic wspólnego ze zwykłą ewangelizacją, ani tym bardziej z Ewangelią. Co warte są wielogodzinne modlitwy na falach tej rozgłośni? Treści modlitw się nie zmienia wyłącznie z przyczyn technicznych, czasowych. Przecież powinno być "i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, z wyjątkiem Tuska, Niesiołowskiego, Życińskiego..." czy "módl się za nami grzesznymi (tylko broń Boże nie za Tuska i Niesiołowskiego)" itd. Takie zastrzeżenia są domyślne, a że w ogóle są, przekonują mnie ramy, w jakie oprawiana jest radiomaryjna modlitwa, która tym samym modlitwą być przestaje.

Za Chrystusem chodziła zaledwie garstka ludzi. Znając zamiłowanie semitów do przesady czy symboliki liczb wiemy, że Chrystus nigdy nie nakarmił pięciu tysięcy ludzi, bo zebrać tyle mógł tylko w Jerozolimie i to w czasie święta, a tam próba ich nakarmienia mogła by się skończyć konfliktem z kramarzami i restauratorami. Jeśli Chrystus mówił, że należy 7 razy przebaczać, to znaczyło, że zawsze. Liczba 7 oznaczała pełnię. A jeśli mówił, że należy przebaczać nie 7 razy, a 77 razy i to dziennie, znaczyło to, że należy przebaczać zawsze i to bez żadnego wyjątku. Trudne? Tak, ale kto mówi, że chrześcijaństwo jest rzeczą łatwą?
Więc tylko garstka go słuchała, ale po to, by stać się pasem transmisyjnym Dobrej Nowiny dla przyszłych pokoleń. Ewangelizacja polega w istocie na tym, by przekazać to, co Chrystus miał do powiedzenia ludziom wszystkich czasów i pokoleń. Powinna uczyć jak brać Ewangelię dosłownie, bo "pas transmisyjny" nie powinien mieć ambicji zmieniania czy interpretowania tego, co transmituje. I oto wyraźny, konkretny, nie budzący żadnych wątpliwości przekaz: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy mają was w nienawiści, jeden z najważniejszych przekazów Ewangelii jest transmitowany w formie karykaturalnej, wypaczonej. Jest transmitowany tak, że staje się zaprzeczeniem nauki Chrystusa.
Istnieje w prawie kościelnym pojęcie przestępstwa publicznego zgorszenia. To grzech ciężki, wymagający publicznego naprawienia zła. "Biada gorszycielowi" - ostrzegał Chrystus. Tego właśnie przestępstwa dopuszcza się RM już od 17. lat. I od tylu lat nie reagują na to ani władze zakonne, ani episkopat. Nie sposób uwierzyć, że tego nie wiedzą i nie czują.

Nawet gdyby to, co się o Niesiołowskim mówi było prawdą (choć osobiście nie spieszę się dawać wiary byłym narzeczonym czy przeciwnikom politycznym), ale nawet gdyby to była prawda, to jaką różnicę dostrzega Radio Maryja pomiędzy Niesiołowskim a arcybiskupami Wielgusem i Paetzem, ks. Malińskim, o. Konradem Hejmo czy tyloma tyloma innymi, z których oficerowie prowadzący uczynili miedź brzęczącą i cymbał brzmiący? Ja dostrzegam różnicę: Niesiołowski jeśli sypał, to sypał w śledztwie, kiedy był w łapach bezpieki. Tamci sypali dobrowolnie, nawet mieszkając w wolnym kraju, a na dodatek twierdzili, że nic się nie stało, że tylko "dzielili się z ubekami swoją radością". Wielgus podobno mówi piękne kazania, Maliński podobno pisze piękne książki, tylko co z tego? Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź brzęcząca i cymbał brzmiący. To nie ja. To Pismo Święte.

Nie istnieje zatem "dobre" religijne RM i "złe" polityczne. Kiedy mówi o miłości i jedności, nienawidząc i rozbijając, to większego znaczenia nie ma, że dzieje się to w audycji publicystycznej. Zło zatruwa wówczas i "ewangelizację" i modlitwę. Tego oddzielić się nie da.
 

22 komentarze

Wtorek [ 2.12.2008, 7:04]
Właściwie piszę do smoka5, ale mylił by się ktoś, kto by sądził, że smok5 jest jeden jedyny. Takich smoków są setki. Ten "piąty" to sama istota smoka, sama esencja, to tylko wyraziciel tego, co inne smoki myślą i czują, choć nie zawsze starcza im "odwagi", by dać głos.

Widzisz, smoku, jak ten Pardon szanuje wolność słowa i przekonań? Z ilu internetowych miejsc z hukiem i trzaskiem wyleciałeś? A ostatnio pozbyło się ciebie nawet forum Frondy. Dziwne? Wcale nie. Przekroczyłeś bowiem granicę, poza którą człowiek przestaje być człowiekiem i staje się smokiem.


Kto do ciebie pisze? Nie przyjeciel przecież, bo nigdy się nie zaprzyjaźnimy. Nie wróg także, bo nie istnieje wrogość między człowiekiem i smokiem. Może słowami poety się przedstawię, bo też nie jestem jeden. Takich jak ja są miliony.


My ludzie skromni, ludzie prości


żadni nadludzie ni olbrzymy


Boga o inną moc prosimy


o inną drogę do wielkości.


To my, smoku, może nie tacy sławni jak ty, ale skromni i prości... ludzie.


Odszedłeś z forum Frondy i słusznie. Zaczęto cię bowiem z nią zbytnio kojarzyć. Stałeś się gębą FF, a przecież są tam też ludzie wartościowi i szlachetni. I oni byli postrzegani przez pryzmat twojej nienawiści, tego ognia, który cię spala i którym buchasz. Ogień do ognia podobny. Nie wiadomo czy to ogień gorliwości czy ogień piekielny.


Czarę goryczy przelał twój wątek zatytułowany "Zdechła Wolińska". I to był również ten moment, kiedy twój smoczy ogień w popiół zamienił tę odrobinę człowieczeństwa, która gdzieś tam się tliła.


Nie myśł, że ten tytuł się nie spodobał, bo my to lewacy, broniący zbrodniarki. Nikt jej nie znał i nikt za nią nie płacze. Ja sam dziwiłem się, że Polacy nie postąpili z nią tak jak Żydzi z Eichmanem. Polecieli, porwali drania, postawili przed sądem i stracili, zanim jeszcze do Tel Aviwu spłynęły wszystkie dyplomatyczne depesze protestacyjne, że pogwałcono nienaruszalność terytorialną innego państwa. Eichman już dyndał, gdy izraelski MSZ przepraszał.


Podobnie, kiedy Amerykanom przyjdzie ochota dopaść bin Ladena, dopadną go i niezależnie od tego w jakim kraju go dopadną, zatrzymają i postawią przed amerykańskim sądem. I tak należało postąpić z Wolińską. Osądzić, skazać i nawet puścić wolno. Niech wraca do Anglii, ale już jako przestępczyni z wyrokiem sądu. Ale to dygresja. Nie zrobiono tego. Dziś już za późno. To nie my, ale właśnie ty byłeś bliżej Wolińskiej. Bo ona też smokiem była.


Ludzkość od tysiącleci nieustannie zmierzająca ku śmierci, przyznała jej niepisany majestat. Większy nawet od majestatu królewskiego czy prezydenckiego. Pamiętasz scenę z Potopu? Po zdobyciu zamku w Kiejdanach, Wołodyjowski z towarzyszami wpadają, by księcia Janusza roznieść na szablach. Tamtemu też się udało. Leżał już martwy, ściskając w ręku zapaloną świecę. I już nikt nie myślał o siekaninie. Jeden po drugim zdejmowali z głów czapki. Nie przed zdrajcą przecież. To ludzie zatrzymali się przed majestatem śmierci. Ale czy ja mam cię uczyć ojczystej historii? Ciebie? Prawdziwego polaka i partiotę?


Na FF odezwało się kilka głosów w twojej obronie. Jeden wszak był najbardziej znamienny - pana Eugeniusza Sendeckiego, narodowca z jakiegoś ulicznego koła Przyjaciół Radia Maryja. Napisał tak: "Jestem pod wrażeniem Pańskich odważnych wypowiedzi - tego, że nazwał Pan per "bydlak" Pana Generała Jaruzelskiego i powiedział równie mocne słowa pod adresem Pani Sędzi Wolińskiej".


No, nie wiem, czy anonimowe bluzganie w internecie można zaliczyć do aktów odwagi. Ale jeśli tak, to znaczy, że odwaga staniała.


Dalej pan Sendecki pisze tak:


"Jest Pan odważny, Szanowny Panie, a ludzie odważni to sól naszej czarnej ziemi. W związku z tym, że Pana wykluczają z kolejnych forów proszę przyjąć zaproszenie na każdą organizowaną przeze mnie akcję. Będzie się Pan mógł wypowiedzieć przez TELEWIZJĘ NARODOWĄ już w najbliższą środę ok. godz. 19-ej przy pomniku Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie. Pańska niezłomna postać człowieka odważnie piszącego prawdę wyrzucanego z forów establishmentowych jest istotnym elementem wojny informacyjnej, jaką prowadzi Naród Polski z Przeciwnikami.


Zapraszam Pana również na pielgrzymkę do Torunia w najbliższy weekend. Jedziemy w 17-tą rocznicę powstania Radia Maryja wesprzeć Ojców Redemptorystów w misji tej rozgłośni i innych ich mediów, która (niestety!) została zahamowana na płaszczyźnie internetowej". [zachowałem oryginalną składnię, interpunkcję oraz wielkie litery]


No i widzisz, smoku? Telewizja o ciebie zabiega. Może to jest i pomysł, byś się do nich przyłączył. Będziesz mógł się napić narodowej herbaty pod pomnikiem Dmowskiego czy Wyszyńskiego, będziesz mógł spotkać innych smoków, poprzechadzać się między popiersiami Dmowskiego wyrzeźbionymi w dużych ilościach przez "narodowego artystę", albo nawet poczuć siłę pokoleń prawdziwych Polaków i chwycić w dłoń narodową łopatę, by z polskiej czarnej ziemi wykopać Gieremka i Rakowskiego. Propozycja wielce kusząca.


Albo może chcesz zostać aktorem narodowym? Pan Sendecki będzie kręcił film o Jedwabnem, jak mówi "zanim Pasikowski nakręci coś, co będzie pluciem na polskość". Zatem pan Sendecki postanowił zostać polskim narodowym Gibsonem. Rzuć okiem na zarys scenariusza przygotowanego przez samego narodowego mistrza Sendeckiego:


"W tym filmie o Jedwabnem, który nakręci TELEWIZJA NARODOWA będzie również (jak w "Pasji" Gibsona - przyp. mój) pokazany Diabeł ogarniający swoim wpływem niemieckich nazistów i żydowskich komunistów Anno Domini 1941. Myślę nad tym. Będą też Aniołowie stojący murem za Polskością. Mam kilka koncepcji jak to ująć. Będzie potrzebna na pewno dobra ścieżka muzyczna. Głos Towarnickiej miękko ścielący się nad popiołami Spalonych, spod których wyzierać będzie popiersie Lenina. Poproszę Kurzeję, żeby wyrzeźbił specjalnie diabolicznego Władymira Iljicza!


Dziękuję Panu za inspirację, AOFI o pseudonimie "Konrad". Sprawny pomysł na pokazanie Nadprzyrodzoności dał nam Pan Gibson i z Niego warto zaczerpnąć.


No i na pewno warto pokazać narodowców z Jedwabnego. Spokojne, polskie domy, rodziny, dzieci, polskie książki. W mieszkaniach naszych Kolegów z Jedwabnego postawimy popiersia Pana Romana, kamera ujmie obrazki "Jezu ufam Tobie", kilimy z malowanym odpustowym Panem Jezusem i Matką Boską. Będzie to dyskretne zaznaczenie z kim trzymamy w tej opowieści. Kto jest tym dobrym bohaterem, szczęśliwie trzymającym się Boga i Wartości, a kto - człowiekiem nieszczęsnym, zwiedzionym przez Diabła, rozdartym i biednym.


Mord w stodole myślę pokazać właśnie w
kontekście konsekwencji tragicznego
opowiedzenia się za diabolicznym, czarnym
Leninem - przeciwko białemu Dmowskiemu.

Polacy z Jedwabnego podczas mordu będą w
swoich spokojnych, katolickich domach
odmawiać różaniec i koronkę do Miłosierdzia
Bożego, a mocą ich modlitw Aniołowie Boży będą
wyrywać dusze Spalonych idące na Zatracenie ze
szponów Diabelskich. Diabły będą grane przez
najdiaboliczniejszych funkcjonariuszy SS i
NKWD. Będzie taki moment przejącia (cholera,
jak to pokazać?) że w pewnym momencie Zło
wstąpi w niemieckich i sowieckich żołnierzy,
którzy zaczną wygrzebywać trupy z popiołów
stodoły i zabierać do piekła, a wtedy Aniołowie
(polskie mundury? husaria? habity? trzeba
pomyśleć
nad szczegółami - warto tu pokazać
kogoś łudząco podobnego do św. Maksymiliana
Marii Kolbego i Ojca Pio) zaczną wyszarpywać
dusze jedwabieńskich Żydów z Piekielnych
Odmętów i unosić się z Nimi do Nieba...

Tak, scenariusz się sam nasuwa. Życie go pisze.

Czyż to nie piękne, smoku? Mógłbyś na przykład
zagrać rolę Michała Archanioła, który walczy ze
smokiem, twoim bliźniaczym bratem. Albo
jakiegoś "spokojnego, katolickiego" kmiecia
odmawiającego różaniec. Mam nadzieję, że nie
wszystkie role obsadzone.


Ja mam też dla ciebie propozycję. Może nie tak
atrakcyjną i spektakularną jak pan Sendecki, ale
rozważyć przecież ją możesz. Znasz z pewnością
taki tekst:

Między cierniem lilija
kruszy łeb smokowi,
Piękana, jak w pełni księżyc,
świeci człowiekowi.
Zwróć uwagę na wyraźne przeciwstawienie
człowieka smokowi. Dla człowieka światło
księżyca w pełni, smokowi łeb trzeba skruszyć.
Mam nadzieję (wątła ona ta nadzieja i słabiutka,
ale jednak), że opuszczając świat ludzi nie
odszedłeś zbyt daleko od niego. Może jeszcze czas
zawrócić. Może jeszcze, kiedy się odwrócisz,
ujrzysz światełka karawany, którą ludzie
podróżują przez życie. Pobiegnij do nich. Zerwij w
biegu smoczą obrzydliwą łuskę.
Zostań znów człowiekiem.

33 komentarze

Sobota [29.11.2008, 20:29]
Fronda, a właściwie pewna nawiedzona Aga W., nadal walczy i Ikeą, ale już po angielsku. Smok5 walczy z PO i lewactwem, a tymczasem otwiera się nowy front. Oto on:
Shork 26.11.2008 22:10
Czy zakonnica może nosić pod sercem i urodzić dziecko, które znalazło się w niej w wyniku poczęcia in-vitro i zostało odrzucone przez lekarzy?
Marcin taki pomysł podsunął. Ja uważam, że dość interesujący. O ile nie ma przeciwwskazań w KKK.


O ile dobrze rozumiem, zakonnice Shork proponuje zatrudnić w charakterze inkubatorów, by ratować odrzucone przez lekarzy zarodki.

No, żesz k..... Codziennie na świecie umiera z głodu tysiące dzieci, miliony niedożywionych, bezdomnych, głodnych, porzuconych... A ci mają problem z zarodkami!!!
23 komentarze

Piątek [21.11.2008, 21:17]
Od dziś przestałem współczuć dziennikarzom TVN, że ich z okazji rocznicy Radia Maryja obijają parasolkami i wysyłają do Izraela. Oni naprawdę nie powinni chodzić na imprezy tego moherowego towarzystwa. To im szkodzi.

Przed chwilą odwiedziłem portal TVN i natknąłęm się na aferę. Otóż jakiś producent dziecięcej bielizny ubrał swojego synka (w wieku przedszkolnym) w majtki i sfotografował w celach reklamowych oraz umieszczenia tego zdjęcia na opakowaniu. Ale to jeszcze nic. Pan dziennikarz poczuł wewnętrzne oburzenie, bo nie dość, że ojciec-zboczeniec dał synkowi majteczki dość ciasne, które w żaden sposób nie maskowały płci dziecka, to jeszcze kazał mu lizać loda. Prawdziwego, żeby nie było wątpliwości :-)

Jak trzeba mieć zapaskudzoną wyobraźnię, by dziecko + majtki + lód = seks??? Bo taka w istocie była sugestia. Inaczej nie ma sprawy i nie ma afery. Nawet okazano zdziwienie, że sprawą nie zajął się Rzecznik Praw Dziecka. Jakby głównym zadaniem tego rzecznika była nie ochrona dziecka w całości, ale jego krocza. Nie dziecka katowanego w rodzinie, niesprawiedliwie traktowanego, dziecka głodnego, czasem bezdomnego, czy inaczej pokrzywdzonego przez los.  Tylko patrzeć jak policja zacznie ścigać na plaży dzieci z lodami. Nie dość, że w kąpielówkach, to jeszcze z lodem... lizanym! Dziecko i perwersja! A co ze zdjęciami od I komunii - te wystawione dziecięce języki.... obrzydliwość. A wiecie, że "w Paryżu najlepsze kasztany są na Placu Pigalle"?

To tak jak z kobietą, którą goni złodziej mający zamiar porwać jej torebkę. Zwykle mu się to udaje, bo kobieta - niezależnie od wieku - nie myśli wtedy o torebce, tylko o tym, jak ocalić cnotę :-)

Tak sobie pomyślałem, co by było, gdyby na opakowaniu jakichś środków czystości znalazła się dziewczynka ze szczotką. Z czym by się to skojarzyło? Czy z małą czarownicą, która zamierza właśnie odlecieć na sabat, czy może z wyuzdaną małą nierządnicą, która ma zamiar trenować taniec na rurze?

Ja to chyba jakiś nienormalny jestem. Kiedy kupuję synowi majtki, to myślę, czy będą wygodne i czy kolor mu będzie odpowiadał, a do głowy mi nie przyjdzie zastanawiać się nad tym, co ma w majtkach mały model na opakowaniu. Macie to samo?

Polska jest na doskonałej drodze, by osiągnąć absurd, który tak ślicznie pleni się w Ameryce. Jeśli malec jeżdżący w parku na rowerku przewróci się, nikt nie podejdzie, by mu pomóc, bo się boi oskarżenia o próbę molestowania. O tym, by przedszkolanka przytuliła płaczące dziecko, w ogóle mowy być nie może. Niech się zaryczy na śmierć. Ona będzie bezpieczna. Tak było przed kilku laty z moim synem. Pewnego dnia powiedział, że nie będzie chodził do przedszkola. Przeprowadziłem szczegółowe śledztwo według najlepszych tradycji FBI i co się okazało? Junior przewrócił się i nabił sobie guza. Przedszkolanka, zamiast wziąć 4-latka na kolana, przytulić i zagadać, polazła szukać pielęgniarki. Nawet dziecka nie podniosła. Mały ryczał trzy godziny, wreszcie przyszła pielęgniarka z licencją i pomasowała mu guza. Kiedy zarzuciłem przedszkolance, że zachowała się jakby mało profesjonalnie, przeprosiła mnie i wytłumaczyła o co chodzi. Zrozumiałem ją.
Ale mój syn ma od dzisiaj przechlapane! Koniec z sauną! Koniec z pływaniem w basenie na golasa! A do kąpieli będziemy zakładali majtki... na tyle obszerne, by siusiak się nie odznaczał, o co w przypadku mokrych majtek nie trudno.

Czy tak zaczyna się obłęd?

10 komentarzy

Wtorek [11.11.2008, 7:00]
Mój dziadek (rocznik 1920) mówił mojemu ojcu (rocznik 1948), że Orła Białego ma szanować, nawet gdyby był zawieszony na piersi Breżniewa.
Mój ojciec (rocznik 1948) wielokrotnie mi powtarzał i powtarza, że Orła Białego mam sznować, nawet jeśli jest zawieszony na piersi Gwiazdy czy Kaczyńskiego.
A ja sam to wiem. Dzisiaj Ona, Ojczyzna moich przodków ma swoje święto. Durna jest czasem i bez powodu dumna, ale niezwyciężona, kochana, jedyna.
To ku Niej dziś zwraca się moja pamięć i serce. To przed Nią dziś klękam, a dusza śpiewa razem z Tuwimem:

Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.

Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych,
Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
Nich będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.

Ziemi, gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.

Pysznych pokora nich uzbroi,
Pokornym gniewnej dumy przydaj,
Poucz nas, że pod słońcem Twoim
Nie masz Greczyna (dziś powinno być: Murzyna) ani Żyda".

Piorunem ruń, gdy w imię sławy
Pyszałek chwyci broń do ręki,
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
Miał za rękojeść krzyż Twej męki.

Niech się wypełni dobra wola
Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
Przywróć nam chleb z polskiego pola,
Przywróć nam trumny z polskiej sosny.

Lecz nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość sprawiedliwość.

Nieznajomym przyjaciołom i rodakom z Pardonu

oraz twórcom tego portalu

składam najlepsze życzenia

z okazji Święta Niepodległości.
 

10 komentarzy

Piątek [ 7.11.2008, 7:52]

Wiem, że sprawiłem niektórym zawód, głosując na Baracka Obamę. Ale nie mogłem zaufać panu McCain. Facet, który mi opowiada o wartościach chrześcijańskich i rodzinnych, a porzuca żonę, bo zachorowała i bierze sobie młodszą i zdrową, nie budzi mojej sympatii. Ponieważ nie jestem zdecydowanym zwolennikiem żadnej partii politycznej, zagłosowałem zgodnie z sumieniem. Dla mnie Barack Obama ma czarną skórę, ale białą duszę i białą mentalność; McClain ma co prawda białą skórę, ale bardzo czarną duszę.

Bawi mnie to uproszczone widzenie obu kandydatów: Obama = komunista, McCain = konserwatysta. To się tak łatwo nie przekłada. Obama jest takim samym "komunistą" jak bracia Kaczyńscy, tyle że gruntowniej wykształcony i bardziej reprezentacyjny; McCain jest takim samym "konserwatystą" jak prof. Senyszyn, tyle że bardziej zakłamany.

Uważam też, że Barack Obama będzie jednym z największych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Czas to pokaże i jeśli się mylę, przeproszę wszystkich. Odrzuciłem McCaina, bo nie dowierzam ludziom, którzy co innego mówią i co innego czynią. Odrzuciłem McCaina, bo w kampanii wyborczej stosował chwyty gorsze niż Jacek Kurski.


 

Dziś zajrzałem na Forum Frondy. Nigdy się tam nie zarejestrowałem, bo chyba bym nie potrafił z nimi rozmawiać, ale co jakiś czas wpadam, by poczytać. Tam jest największe skupisko "prawdziwych Polaków" oraz ludzi udających chrześcijan-katolików, czyli jak ich nazywam "niewierzących-praktykujących". Mimo, że sam jestem areligijny, interesuję się religiami jako zjawiskiem społecznym, a ponadto jestem "fanem" Jezusa z Nazaretu. Szanuję go i podziwiam. Wpadłem więc na Forum Frondy i pierwszy tytuł, jaki rzucił mi się w oczy to było: "TUSK ZAPROSIŁ BANANA". To było w związku z tym, że premier polskiego rządu złożył prezydentowi-elektowi życzenia i zaprosił go do Polski. Dalej już nie czytałem. Bo i po co?

Po namyśle jednak postanowiłem zadać sobie trud wybrania kilku wątków na temat amerykańskich wyborów. Gdybym na własne oczy nie widział, to bym nie uwierzył! I pomyśleć, że to wszystko między jedną "zdrowaśką" a drugą, między jedną komunią a drugą. Chrystus jednak miał rację, mówiąc: "Nie ten, który mi mówi 'Panie, Panie!' wejdzie do Królestwa Niebieskiego, ale ten, który czyni wolę Ojca". A "wolą Ojca" - jeśli by wierzyć katolikom z FF, którzy przerzucają się cytatami z Biblii i Ojców Kościoła, zakładają żywe róże różańcowe i niemal codziennie proszą o jakąś modlitwę - jest nienawiść, ksenofobia, rasizm, pogarda dla inaczej myślących i czujących. Oto najsmaczniejszy cytacik z FF: "rudy teraz musi zapastować piegi. Czekają go też długie godziny w solarium. Tylko co będzie jak się pastowany dowie, że dziadek ryszawego pakował do gazu takich jak on?" Rudy czy ryszawy to oczywiście Tusk. Albo to: "cudak europejski zaprasza cudaka zamorskiego"; "A po co zaprosił tego negra?"; "niech przyjedzie, skrzykniem kolegów i obrzucimy go bananami". A pod spodem: PISMO FRONDA FIRST THINGS FORUM CZAT RÓŻANIEC GALERIA MP3 XLM BIBLIOTEKA FILMY WSPOMÓŻ FRONDĘ LINKI

Tak, tak... RÓŻANIEC

Do najaktywniejszych uczestników forumowych dyskusji należy niewątpliwie smok5. Znany na wielu forach jako zagorzały PiS-owiec i rzadkiej klasy cham. Ma nawet stopkę, z której jest zapewne bardzo dumny: -- Ozajasz Szechter żydowski komunista, któremu śniło się wcielenie Polski do związku kacapów, a jego pokraczni synowie robili wszystko by to się ziściło.

Smok śledził uważnie przebieg wyborów. Nie muszę dodawać, że kibicował panu McCain, którego uparcie nazywał McCaine, i miał do tego pełne prawo. Ja też kibicuje jednemu z kandydatów w polskich wyborach. Kibicowanie może jednak było zbyt nudne dla aktywisty partyjnego PiS. On jeszcze musiał rzygać na przeciwników. Służę cytatami (czasami poprawiałem literówki, błędów ortograficznych nigdy):

smok5 02.11.2008 14:31

bardzo lubię murzynów są tacy inteligentni. Zawsze ładnie pachną. Skomponowali fantastyczne symfonie. Wynaleźli maszynę parową i żarówkę. Wydali wielu filozofów. Malują i rzeźbią przepiękne dzieła sztuki. Są wspaniałymi architektami. Potęga ich tradycji i kultury jest w sam raz by ich przedstawiciel został prezydentem USA. Nowe wyzwania czekają tylko ogrodników w Białym Domu. Palma to wymagająca roślina.

*Ciekawe po co komuś takiemu "fantastyczne symfonie?

Re: McCaine czy czarny? Sondaż wewnętrzny smok5 02.11.08 09:51

tam tfufauenu jest milion razy więcej -efekt końcowy będzie we wtorek. Lewactwo dostanie zbiorowego orgazmu. Planetą zatrzęsie.

*Wami zatrzęsło? Mną tak. Orgazmu nie dostałem, chyba dlatego, że nie jestem "lewakiem". Chociaż, kto wie?

jak biały może zagłosować na czarnego? smok5 2.11.2008 08:44

czy tym z białasów w juessej głosującym na czarną plastikową wydmuchę już całkiem odjumało? Czy oni już całkiem zatracili instynkt samozachowawczy, że dają władzę prymitywom z Afryki?

Re: jak biały może zagłosować na czarnego? smok5 02.11.08 09:33

Ameryka spsiała, a raczej zczarniała. Za wybór tego negra jeszcze będą gorzko żałować.

Re: jak biały może zagłosować na czarnego? smok5 02.11.08 09:49

Murzyńska jest Afrtyka -nie Ameryka. Burzy to porządek dziejów.

A teraz wątek "Pastowany zostaje prezydentem"

smok5 04.11.2008 06:50

Przed kataklizmem nie uchroni zapewne USA nic. Amerykańskie sondażownie nie są tak głupie jak nasze by łgać na dzień przed wyborami. Pastowany wprowadzi zmiany jak obiecał. Zalegalizuje handel narkotykami. Jego pastowani ziomale będą mogli rabować i strzelać do białasów bezkarnie. Z Liberii pościąga doradców wojskowych. Wyszkolą policję jak się strzela z kałacha do tłumu. Niedługo to będzie bardzo przydatna umiejętność.

Wybory w USA są kalką tych naszych w Ubekistanie 2007 roku. Podobna banda cwaniaków wespół z mediami omamiła tych najgłupszych i najmłodszych. Podobny do ryżego też będzie efekt rządów pastowanego. Swoją drogą Amerykańcom taka nauczka się przyda. Niech na własnej skórze przekonają na czym polegała Jałta. A więc vivat Prezydent - vivat Pastowany.

*Pan smok nie wiedzieć czemu tak się martwi tym, że policja będzie do mnie strzelać z kałacha. Jego wszak nie dosięgną. Jego na proch spali własna nienawiść.

Smokowi5 dzielnie sekunduje Phantom. Człowiek wrażliwy i delikatny. Ma 4-letnią córeczkę, która podobno go kocha. Może dlatego, że ma dopiero 4 lata i jeszcze nie wie, kim naprawdę jest jej tatuś. Poczytajcie, co pisze ten wrażliwiec:

Re: jak biały może zagłosować na czarnego? Phantom 02.11.08 09:40

Też tego fenomenu nie mogę pojąć... Żeby dać sobą rządzić jakiemuś dzikiemu zbieraczowi bawełny?! Ten kraj musi źle skończyć.

Re: Pastowany zostaje prezydentem Phantom 04.11.08 09:52

Czarny żyd, czy żydowski murzyn... Ale hybryda. Czas pokaże, chyba że wcześniej go ktoś odstrzeli.

* To by była dopiero radość w PiSie, gdyby go odstrzelono

Re: Pastowany zostaje prezydentem Phantom 04.11.08 10:00

No właśnie - skoro jest czarny, to nie ma powodu, by działał w interesie białych. I to wystarczający powód żeby kogoś takiego nie wybierać na prezydenta. No ludzie! Bambus przywódcą światowego mocarstwa! To nie żadna demokracja, tylko niewyobrażalna głupota. Małpa z brzytwą! Zjednoczony Bantustan Ameryki Północnej... Biali na plantacje! I w łańcuchy ich, i pejczem! Za głupotę im się należy.

*To chyba życzenia dla mnie. Dziękuję ci, Phantomie. Gdyby nie to, że twój Bog jest Prawdą to bym podejrzewał nieszczerość.

Re: Pastowany zostaje prezydentem Phantom 04.11.08 10:18

Smaczne, czy nie, ale to na jakiś kabaret wygląda z koszmarnego snu. Ten naród stracił resztki instynktu samozachowawczego i jest skazany na zagładę, kiedy już wystarczająco wycałuje czarne dupsko. Murzyńskie kochasie.

* Wreszcie z Phantoma wylazło jak szydło z aryjskiego worka: na Obamę, oczywiście, głosowały same pedały... no i jeszcze Żydzi, o których też będzie.

Re: "Noc idzie - czarna noc z twarzą Murzyna!" Phantom 04.11.08 18:46

uważam że asfalt powinien leżeć na swoim miejscu.

Re: Tusk zaprosił banana Phantom 05.11.08 22:18

A po co zaprosił tego negra?

* Tak by mogło być po Bożemu... asfalt na swoim miejscu... tylko ten Tusk... po co zaprosił negra do Królestwa Maryi?

Ciekawym uczestnikiem tej patriotycznej dyskusji jest lupus, to znaczy wilk. Z nicka wnosząc winien on być raczej bliżej PO, bo jak wiadomo, wilcze zęby ma Tusk. Lupus to po łacinie. Pewnie lupus lubi modlić się po łacinie i w tym starożytnym języku dziękuje Bogu, że nie jest nigrem. Łacina lupusowi nie wystarcza. Dodaje jeszcze, już w języku patriotycznych nadwiślańczyków, że jest filowatykańskim WASP-em. Pogratulować Benedyktowi XVI kolegi! Otóż co pisze ten "watykanista":

umarlaki dość powszechnie zagłosowali na bananę lupus_71 (filowatykański WASP) 04.11.08 12:40

przy pomocy poczty.

Takie głosy są praktycznie nieweryfikowalne, tymczasem okazuje się, że było ich wyjątkowo dużo.

Albo ktoś za tych ludzi głosował i pomógł im zejść czyli jest oszustwo z morderstwem, albo umarli ze wstydu

*Lupus wie, że rzucić oszczerstwo to przecież drobiazg. Się pójdzie do spowiedzi, otrząśnie z grzechow i do nieba! Więc sugeruje nie tylko fałszerstwo wyborcze, ale nawet mordy wyborcze. Pewnie zwolennicy Obamy chodzili po domach, wyłudzali głosowanie pocztą i zabijali wyborcę, bo tymczasem już niepotrzebny.

Ale lupus zrobił też dobry uczynek. Na twierdzenie smoka, że dziadek Tuska "pakował murzynów do gazu" stanowczo zaprzeczył:

Re: Tusk zaprosił banana lupus_71 (filowatykański WASP) 06.11.08 08:51

Nie pakował. Jedynie Hitler klepał go po ramieniu.

Ariadna modli się gorąco o zwycięstwo McCaina, bo przecież ci Żydzi!

Re: McCaine czy czarny? Sondaż wewnętrzny Ariadna 02.11.08 14:16

A ja - wbrew wszystkiemu - stawiam na białe. Czy wiesz o tym, że wszyscy żydzi są za Obamą?

Re: jak biały może zagłosować na czarnego? Ariadna 02.11.08 14:37

Bedę się modlić o McCaina, Barack Obama zdecydowanie nie podoba mi się.

Nie chodzi tu wcale o kolor skory, chodzi o poglądy. Przede wszystkim - za dużo sprzyja Żydom.

Skoro wszystkie chwyty dozwolone, jak to wykazał lupus, fatusbombatus poszedł jeszcze dalej:

Co łączy Tuska z Obamą? fatuswombatus 04.11.2008 10:53

A w USA? Otóż jak rzewnie donoszą media na całym POstępowym świecie babcia Obamy (racz Panie przyjąć ją do swego królestwa) oddała głos na swego wnuka i .....szybciutko zeszła z nadchodzącego świata równości i poprawności politycznej. Nie czekała na obiecanki wnusia tylko dała dyla.

Jednym słowem mieliśmy mieć drugą Irlandię w Polsce a okazuje się że w USA będą mieli drugą III RP :))

Re: umarlaki dość powszechnie zagłosowali na bananę fatuswombatus 04.11.08 12:53

Czyli co, babcie poddał eutanazji dla lepszego efektu by zostać preziem, pozostaje tylko powszechna przymusowa aborcja by nie było następcy...cuś ala Herod

* Paskudne to, ale przecież pomodlił się za duszę babci Obamy.

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał o tych, którzy próbowali zatamować ten wysiąk nienawiści i rasizmu, a nade wszystko chamstwa wobec Stanów Zjednoczonych, ich obywateli i prezydenta-elekta. Najkrócej ujął to Plonkomiot:

Re: jak biały może zagłosować na czarnego? Plonkomiot 02.11.08 11:57

Z ciekawości naukowej, mógłby nam jakiś funkcyjny pis wyjaśnić co można zyskać puszczając tu takiego bąka?

czy jeszcze dowcipniej rYzY kibol:

Re: Pastowany zostaje prezydentem rYzY kibol 04.11.08 09:40

Zatem twierdzisz, że Obama jest bardziej murzynem niż żydem? :))))

Eriugena, em_gie, el-Zajac ibn-Szarak próbowali nawet poważniejszej dysputy, ale nie udało się.

Przysięgam z ręką na sercu, że próbowałem zrozumieć intencje forumowiczów Frondy. Co legło u podłoża tego nie przebierającego w środkach ataku na Stany Zjednoczony, ich obywateli i prezydenta elekta. Tak chamskiego ataku! Podejrzewam nawet, że na innych forach "prawdziwych Polaków", "prawdziwych patriotów" i "prawdziwych katolików" było podobnie. To dziwne, bo Stany Zjednoczone są ojczyzną wielu Polaków. Nie tylko takich jak ja, już tu urodzonych, ale również tych, którzy w różnych latach szukali tu schronienia i znaleźli. I zostali Amerykanami. Czym żeśmy zawinili, żeście nas tak haniebnie opluli?


 

41 komentarzy
« Następne Oglądasz 1–10 z 12

Ostatnie komentarze

© Pardon 2006-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie tagi | Kontakt | Reklama
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. | FAQ

używane auta, nieruchomości ogłoszenia, RTV - telewizory, kamery wideo, AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe, notebooki, laptopy, biustonosze, perfumy, buty damskie, bielizna damska